
Podróż do Wietnamu zaczęła się na długo przed lądowaniem w Hanoi. Wystartowaliśmy z Edynburga, z przesiadką w gorącym, nowoczesnym Doha, w Katarze. Cała podróż trwała ponad 27 godzin, a z każdą kolejną godziną narastało we mnie lekkie napięcie i ekscytacja. Dokąd właściwie lecę? Co mnie tam czeka?
Byłam już w kilku krajach Azji Południowo-Wschodniej, ale coś podpowiadało mi, że Wietnam będzie zupełnie inny. I rzeczywiście – intuicja mnie nie zawiodła.
Gdy tylko wyszliśmy z lotniska w Hanoi, poczułam, że wjechaliśmy do zupełnie innego świata. Gorące, wilgotne powietrze uderzyło mnie jak ściana, a zapach miasta… to był intensywny miks spalin, grillowanego mięsa, świeżych ziół i czegoś trudnego do określenia. Wietnam przywitał nas po swojemu – zgiełkiem ulic, morzem skuterów i eksplozją kolorów na każdym rogu.
Po tak długiej podróży logicznie byłoby odpocząć, wziąć prysznic, może się przespać. Ale nie tym razem. Nasz hotel mógł nas przyjąć dopiero od 14:00, więc postanowiliśmy ruszyć w miasto. Hanoi pochłonęło nas od pierwszej chwili. Zostawiliśmy bagaże w hotelu i już po kilkunastu minutach szliśmy przed siebie, zupełnie nieprzygotowani na to, co nas czeka. Moje ruchy były bardzo powolne, czułam się jak w zwolnionym tempie. Poszukaliśmy zimnej kawy i czegoś lokalnego do jedzenia, a potem było już lepiej.



8.50 PLN

Zielony napój z ananasem, marakują, bazylią i miodem 13 PLN
Hanoi to prawdziwy atak na zmysły – w najlepszym możliwym tego słowa znaczeniu. Hałas na ulicach jest nieustanny, głośny i nieprzerwany. Klaksony nie są tu narzędziem ostrzeżenia, lecz formą komunikacji. Skutery mijają cię z każdej strony, a piesi lawirują między nimi jak postacie z gry. Nie ma tu „zielonego światła” dla pieszych – jest tylko odwaga i wyczucie rytmu ulicy.
Ale Hanoi to nie tylko hałas i ruch – to również uczta dla podniebienia. Ulice są pełne straganów, w których unosi się zapach świeżo przygotowanych potraw: od klasycznego pho, przez smażone spring rolls, po aromatyczne zupy i sałatki. Smaki są intensywne, świeże i pełne kontrastów – pikantne, kwaśne, słodkie i słone, wszystko wymieszane w idealnej harmonii. Każdy kęs to podróż przez tradycje i nowoczesność.
Lokalni byli ciekawi, uśmiechnięci, czasem nieco zdystansowani, ale generalnie bardzo życzliwi. Kiedy próbowaliśmy przejść przez ulicę, ktoś zatrzymał się obok, spojrzał na nas z uśmiechem i machnięciem ręki dał znak: „idźcie, nic wam nie grozi”. Zaufaliśmy temu gestowi. I rzeczywiście – przeszliśmy cało, nawet bez krzyków.



Przez 8 godzin wędrowaliśmy niemal bez przerwy – z szeroko otwartymi oczami, wchłaniając zapachy miasta, robiąc setki zdjęć i próbując pojąć, gdzie tak naprawdę jesteśmy. Jet lag przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Hanoi działa jak mocna kawa albo świeży kokos – pobudza i zostaje w głowie na długo.
Już wcześniej miałam przeczucie, że Wietnam może się różnić od Tajlandii, Malezji czy Kambodży – i rzeczywiście, okazał się zupełnie inny. Czułam, że ten kraj ma w sobie coś wyjątkowego. Może to przez to, że:
- Kawa tutaj to osobna kultura. W całej Azji Południowo-Wschodniej trudno o naprawdę dobrą kawę, ale Wietnam jest wyjątkiem. Znajdziesz tu kawę z jajkiem (cà phê trứng), zimną kawę z mlekiem skondensowanym (cà phê sữa đá), słoną kawę (cà phê muối), kawę kokosową (cà phê dừa) czy nawet kawę z jogurtem (cà phê sữa chua). I co najważniejsze – każda z nich ma swój niepowtarzalny smak.
- Architektura przyciąga wzrok. Kolonialne, kolorowe budynki, zwłaszcza w Hanoi, wyróżniają się na tle bardziej nowoczesnych lub świątynnych miast sąsiednich krajów. Spacerując, ma się wrażenie, że historia tu naprawdę mieszka – w każdym balkonie, okiennicy, fasadzie.
- Egzotyka w sercu miasta. Palmy kokosowe rosnące między domami, bujna zieleń wijąca się po murach i urocze kwiaty wyrastające przy chodnikach – to wszystko nadaje wietnamskim miastom tropikalnego uroku.
- Jedzenie? Prawdziwa eksplozja smaków. Tu każde danie – czy to z ulicznego stoiska, czy z małej rodzinnej knajpki – jest przemyślane, świeże i bogate w aromaty. Nawet prosta zupa pho potrafi smakować inaczej każdego dnia, a lokalne przysmaki zaskakują kreatywnością i świeżością składników.
Pierwsze godziny w Hanoi były jak zanurzenie się w zupełnie nowym świecie – pełnym kontrastów, smaków i dźwięków. Wietnam zaskoczył mnie swoją intensywnością i autentycznością, różniąc się od innych krajów Azji Południowo-Wschodniej. To dopiero początek naszej podróży, a już czuję, że ten kraj ma wiele do zaoferowania.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o naszych wrażeniach i odkryciach w Wietnamie, śledź kolejne wpisy na blogu oraz mój profil na Instagramie @opodrozachwnieznane. Podziel się również swoimi doświadczeniami z podróży do Wietnamu – chętnie przeczytam o Twoich przygodach! 🌏
Leave a Reply