Tytuł: „Delhi. Stolica ze złota i snu”
Autor: Rana Dasgupta
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2018

Kiedy myślimy o Indiach, przed oczami najpierw pojawia się słynny Tadź Mahal – pocztówkowy symbol tego kraju, który zna chyba każdy, nawet jeśli nigdy tam nie był. Dopiero potem, gdy zawężamy obraz do samej stolicy, do głowy przychodzą obrazy znane z przewodników po Delhi: Czerwony Fort, Jama Masjid, grobowiec Humajuna, zatłoczone ulice, zapach przypraw i nieustanny ruch. Tyle że te kolorowe, turystyczne Indie to zaledwie fragment rzeczywistości. Miasto, które poznajemy z perspektywy zwiedzających, to tylko jego cienka powierzchnia.
Kiedy spróbujemy zajrzeć pod spód, szybko okazuje się, że prawda bywa przytłaczająca. Rana Dasgupta w swoim świetnym reportażu Delhi. Stolica ze złota i snu bezlitośnie zdziera ten turystyczny filtr i pokazuje stolicę Indii od strony, o której przewodniki milczą.
Zderzenie ze ścianą smogu
To zderzenie z rzeczywistością poczułam niemal fizycznie. Kiedy Dasgupta pisze o zanieczyszczonym powietrzu, którym dusi się dzisiejsze Delhi, moje wspomnienia z podróży do Azji uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Pamiętam ten specyficzny, gęsty smog w Indiach, który szczypał w oczy i sprawiał, że słońce wyglądało zaledwie jak wyblakła, pomarańczowa plama na szarym niebie. Wtedy wydawało mi się, że to po prostu „urok” azjatyckich metropolii. Książka uświadomiła mi jednak, że ten wszechobecny pył to nie pogoda, a dosłowny efekt uboczny szalonego pędu za bogactwem.
I tu docieramy do sedna. Gdy wracam myślami do tamtej podróży i czytam Dasguptę, nagle zyskuję szerszy obraz. Wtedy, będąc na miejscu, nie udało mi się zarejestrować wszystkiego. Dryfując w tym oceanie biedy, przytłoczona tym, co widziałam na ulicach (wciąż pamiętam tygodniowy ból głowy od tego drugiego języka Indii – klaksonów), nie miałam zielonego pojęcia o istnieniu innej strony tego miasta. O tej ukrytej za zamkniętymi drzwiami.

Miasto na kapitalistycznych sterydach
Nowe Delhi z początku XXI wieku, które opisuje Dasgupta, to miejsce bezprecedensowego wybuchu bogactwa. Autor (brytyjski pisarz o indyjskich korzeniach) wprowadza nas na salony nowej elity: deweloperów, miliarderów z branży medycznej czy królów outsourcingu. To ludzie, którzy w jedno pokolenie zbudowali niewyobrażalne fortuny. Widzimy złoto, marmury i strzeżone osiedla, które drastycznie kontrastują ze slumsami rozrastającymi się tuż za ich murem.
Dasgupta pokazuje, jak gigantyczne bogactwo może być budowane na wyzysku, układach i obojętności wobec tych, którzy nie nadążyli za pociągiem z napisem „globalizacja” Co więcej, autor stara się zrozumieć tę obsesję na punkcie pieniądza. Cofa się aż do Podziału Indii z 1947 roku, by pokazać, jak trauma utraty całego dobytku przez miliony uchodźców wyewoluowała w paniczną chęć gromadzenia majątku za wszelką cenę. W świecie, w którym bezpieczeństwo nie zawsze można było zawdzięczać państwu, pieniądz stawał się polisą na przyszłość.
Dlaczego to lektura obowiązkowa?
Łatwo jest zachwycać się egzotyką, robić piękne zdjęcia pod Czerwonym Fortem i wracać do wygodnego domu, nie rozumiejąc mechanizmów, które rządzą odwiedzanym krajem. Delhi. Stolica ze złota i snu to nie jest lektura lekka i przyjemna do czytania na plaży. To reportaż gęsty, przytłaczający, ale napisany przepięknym językiem.
Zostawia czytelnika z poczuciem dyskomfortu, który moim zdaniem jest nam – podróżnikom – niezwykle potrzebny. Tylko w ten sposób możemy podróżować świadomie i widzieć świat takim, jakim jest naprawdę.
Zdecydowanie polecam. Zmienia optykę na zawsze.

Indie, New Delhi 2016 r.
Czytaliście już ten reportaż? A może znacie inne książki, które całkowicie zburzyły Wasze wyobrażenie o kraju, do którego podróżowaliście? Dajcie znać w komentarzach!
Leave a Reply