Przyszedł czas na opisanie ostatniej podróży na Wschód. Wszystko zaczęło się bardzo spontanicznie… Pod koniec stycznia siostra przybyła do mojego pokoju i oznajmiła, że jedziemy do Mołdawii ponieważ… ma tam lukę na mapie. “Aha” odpowiedziałam jej. No super, ona ma tam lukę na mapie i musimy tam jechać. Może ja pokaże swoje luki i potem też tam pojedziemy? 🙂
Dobra, zaplanowałyśmy trasę (bardzo długą trasę) kupiłyśmy potrzebne bilety, zabukowałyśmy noclegi i zaczęłyśmy odliczać dni do wyjazdu :). Nasza podróż trwała od 15 lutego do 21 lutego i wyglądała tak:
Poznań -> Przemyśl (14h w pociągu) -> Przemyśl -> przejście graniczne Medyka (20 minut minibusem) Szeginie -> Lwów (około 2 h w marszrutce) Lwów -> Odessa (12 h w pociągu) -> Odessa -> Kiszyniów (5 h w pociągu).
Spędziliśmy 2 dni w środkach transportu, aby dostać się do Modławii :).
Oczywiście we wszystkich miejscach przebywaliśmy albo po kilkanaście minut, albo po kilka godzin.
Jeżeli kogoś interesuje bardziej ten temat odsyłam do sieci.
Teraz trochę słów o przejściach/przejazdach granicznych. Na przejściu polsko-ukraińskim nie było żadnych problemów, nawet rentgena nie było (za pierwszy razem sprawdzali plecaki). Podczas przejazdu z Ukrainy do państwa, które nie istnieje było już trochę inaczej. Nasiedziałyśmy się w pociągu trochę. Pojawił się w pewnym momencie Pan (Ukrainiec) z komputerem lub innym sprzętem w rękach, usiadł naprzeciw i zaczęło się wypytywanie.
“Po co tam jedziemy?”, “Gdzie będziemy spać?”, “Gdzie w ogóle jedziemy?”, itd, itd. Oczywiście paszport przeryty, przeczytany wzdłuż i wszerz. Na szczęście Pan był bardzo miły i nie było żadnych problemów z wjazdem do państwa, które nie istnieje :).
Jednakże w drodze powrotnej nasiedziałyśmy się na granicy mołdawsko-ukraińskiej prawie trzy godziny. Było kilka rewizji i kilka rozmów. Przed przejechaniem granicy dostałyśmy kartki do wypełniania gdzie jedziemy i skąd, po co, dlaczego i na jak długo. Przy ostatniej kontroli okazało się, że nie wypełniłyśmy jakiegoś kolejnego kwitka, więc znowu czekanie, rozmowy itd. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i wjechaliśmy na terytorium Ukrainy.






































Leave a Reply